- Życie... Jedno krótkie słowo pod którym
kryje się coś niezwykłego. Nie każdy jest nim obdarzony, nie każdy zasługuje na
szczęście. Liley była cudowną osobą o której nikt z pewnością nie zapomni. Mimo
swojej wytrwałości i niezwykłej miłości, którą darzyła innych straciła to co
najcenniejsze, możliwość obserwowania jak dorasta jej synek a mój wnuk. -
starszy mężczyzna wygłaszając swoją mowę wycierał zapuchnięte oczy. Ojciec.
Tak, to był ojciec Liley- Obiecuje Ci Lil, że zaopiekuję się nim jak najlepiej
potrafię... Spoczywaj w pokoju. - dodał schodząc z mównicy. Chwilę później
pojawił się na niej komendant policji, dwoma słowami zamykając pogrzeb dla
gapiów. Dalsza część była już tylko dla rodziny. Razem z tłumem przypadkowych
ludzi ruszyłem w stronę wyjścia. Zatrzymał mnie Matthew. Grubszy, lekko
przysadzisty aczkolwiek dobry kumpel.
-Charles!- zawołał mnie wskazując jedyne
cichsze miejsce na cmentarzy- mam dla ciebie sprawę.
-Mathew, naprawdę mam teraz dość
morderstw. Muszę rozwikłać zagadkę zabójstwa Cris'a , Mandy i ... Liley. - głos
mi się załamał. Byłem przerażony jak trudno było mi zapanować nad własnym
ciałem.
-Daj już z tym sobie spokój- machnął
ręką- ona nie żyje.- trzy słowa a tak mocno zabolały. Zacisnąłem powieki
próbując złapać równowagę.- Charles, wszystko ok?-spytał łapiąc mnie za ramię.
-Muszę iść.- bez dłuższego zastanowienia
ruszyłem przed siebie. Nie miałem ochoty znów prowadzić z nim rozmowy na temat
sensu naszej egzystencji. Włożyłem ręce w kieszenie i poszedłem ciemną alejką w
stronę domu. Odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym sprzedałem ich
mieszkanie i kupiłem sobie kawalerkę. Nie potrzebowałem pieniędzy nie były one
najważniejszą wartością. Późnym wieczorem przekręciłem kluczyk w zamku i
wszedłem do mieszkania. Jak co dzień, rzuciłem kurtkę na ciemny blat w kuchni i
zaparzyłem sobie kawę. Wlałem ją do mojego ulubionego czarnego kubka i
poszedłem do biurka. Miałem kilka spraw do załatwienia. Po czterech godzinach
papierkowej roboty i pięciu kubkach kawy, wycieńczony położyłem się na polówkę
i spokojnie zasnąłem.
-Charles chwyć moją dłoń!- roześmiana brunetka
wchodziła po schodach na górę do pokoju. Chwyciwszy jej dłoń, momentalnie
znalazłem się tuż obok niej. Oboje byliśmy radośni i szczęśliwi.
-Czy wiesz, że cię kocham? - spytała z uroczym
wyrazem twarzy.
Zamiast dać jej odpowiedź musnąłem jej usta.
Zaśmiała się i oboje ruszyliśmy w stronę sypialni.
Obudziłem się zalany zimnym potem. Powoli
otarłem czoło i poszedłem do łazienki żeby przemyć twarz. Odkąd Liley umarła
miewałem te sny codziennie. Jednej nocy potrafiłem śnić o niej wielokrotnie.
Doprowadzało mnie to do szału. ‘Muszę czymś się zająć by spróbować zapomnieć’-
pomyślałem obmywając twarz zimną wodą. Po jakimś czasie wróciłem do sypialni,
usiadłem na łóżku i włączyłem laptopa. Musiałem sprawdzić pocztę by zająć sobie
czas.
-Tak jak myślałem…- szepnąłem sam do
siebie. Kliknąłem na plik nadany przez Matthewa. Wysłał mi nowe zlecenie.
Musiałem zająć się zabójstwem prokuratora Dickensa. Oczywiście żeby mi się to
udało muszę tam być przed policją. Życie detektywa działającego na własną rękę
bywa nie łatwe. Wstałem z łóżka i zarzuciłem na siebie luźną koszulę i płaszcz.
Przed wyjściem znalazłem jeszcze adres, i datę zabójstwa, ale wszystko wskazywało,
że zdarzyło się to dzisiaj. Policja może być lada moment. Pośpiesznie wyszedłem
z mieszkania i ruszyłem w stronę Baker Street. KIlkanaście minut później podszedłem do drzwi, lecz neistety były zamknięte. Spojrzałem na okno.
-Tak, dobry pomysł- szepnąłęm do siebie i rozbiłem szybę. Niespodziewanie znalazłem się w środku mieszkania. Było ogromne, bogate, każda przestrzeń była wykorzystana. No ale czego można się spodziewać po milionerze. Ruszyłem przed siebie, idąć korytarzem w stronę pokoju prokuratora. Na podłodze znalazłem jego ciało. Było potwornie poszarpane, zobaczyłem ślady po postrzale, przebiły mu klatkę piersiową. Ktoś na pewno używał Beretty 9000 typu S. Widzę to po głęokości rany. Strzelająć nabojami kalibru 9 mm powstają mocne i szarpane rany co by potwierdzało moją tezę. Nachyliłem się nad martywm ciałem i ujrzałem...
----------------------------
~ Chciałabym serdecznie przeprosić za to,
że tak długo niczego nie dodawałam. Po pierwsze, pisanie kryminału jest
trudniejsze niż sądziłam ;/ Po drugie, pisze inny blog i po prostu rzadko mam
czas. Ten rozdział nie jest tak dobry jak sobie zaplanowałam ;/ Jednak, nadal w
duchu mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta moje wypociny? ;< Postaram się od
teraz dodawać wszystko częściej, i o ile ktoś to będzie czytał. Do tego, wprowadzam
nową zasadę.
5 komentarz = nowy rozdział